Porównywarka potrafi w kilka minut urwać z OC kilkaset złotych — i to bez kombinowania. Ale ten sam nawyk „biorę najtańsze” w ubezpieczeniu mieszkania może skończyć się ciszą w słuchawce wtedy, gdy naprawdę potrzebujesz wypłaty. Różnica tkwi w tym, co porównujesz: cenę czy obietnicę.
Wyobraź sobie poniedziałek rano. Kawa stygnie, w skrzynce przypomnienie o kończącym się ubezpieczeniu, a Ty masz dokładnie siedem minut, zanim zacznie się pierwsze spotkanie. Wchodzisz do porównywarki, wklepujesz dane, klikasz „oblicz” i… pojawia się różnica, która wygląda jak prezent od losu. Nagle ta sama ochrona ma kosztować o sto, dwieście, a czasem i więcej złotych mniej niż w odnowieniu „na szybko”.
To jest moment, w którym porównywarki robią najlepszą robotę: skracają drogę od „nie chce mi się” do „wow, serio?”. Problem zaczyna się wtedy, gdy to „wow” przeniesiemy jeden do jednego na wszystkie produkty ubezpieczeniowe. Bo porównywarka porównywarce nierówna, a ubezpieczenie ubezpieczeniu — tym bardziej.
Czytaj dalej „Porównywarka nie jest wyrocznią: jak oszczędzać na ubezpieczeniu”
