Mieszkanie na wynajem miało być prostą drogą do finansowej niezależności. Tymczasem przy wysokich cenach zakupu i drogim kredycie to często projekt, który wymaga dopłat – i to regularnych. Sprawdzamy na przykładzie dwóch pokoi na wrocławskich Krzykach, co dziś znaczy „opłacalność” w nieruchomościach.
Wyobraź sobie zwykły wieczór: wracasz z pracy, wchodzisz na portal z ogłoszeniami i widzisz „2 pokoje, około 45 m², Krzyki – okolice Tarnogaju”. Cena zakupu brzmi jak tytuł filmu katastroficznego: około 680 tys. zł. Z drugiej strony masz kuszącą myśl: przecież Wrocław rośnie, ludzie wynajmują, a mieszkania „zawsze” trzymają wartość. W głowie uruchamia się kalkulator, tylko że on – w przeciwieństwie do reklam inwestycyjnych – nie zna litości.
W tej historii bierzemy bardzo konkretny przykład: dwa pokoje w okolicach Tarnogaju, cena zakupu około 680 000 zł, potencjalny czynsz najmu 2 800 zł miesięcznie (licząc samo „odstępne” dla właściciela). To ważne doprecyzowanie, bo w ogłoszeniach najem często jest opisywany tak, jakby był czystą wypłatą na konto, a w praktyce część opłat idzie osobno na administrację i media. Tu patrzymy na przychód właściciela i pytamy: czy to się finansowo broni, zwłaszcza jeśli kupujesz na kredyt.
Czytaj dalej „Mieszkanie na wynajem: maszynka do gotówki czy skarbonka z dopłatą?”
