Pierwsze ciepłe dni kuszą, żeby ruszyć z pracami pełną parą. Tyle że przedwiośnie w Polsce lubi wracać z przymrozkiem, a mokra gleba pamięta każdy niecierpliwy krok. Zamiast zrywu lepiej zrobić rozruch: etapami, mądrze i bez szkód na start.
Pierwszy ciepły dzień po zimie działa na ogrodnika jak zapach świeżego chleba na głodnego. Ręce same się rwą do sekatora, worka z nawozem i całej tej przyjemnej „produkcyjnej” krzątaniny, która daje poczucie kontroli: zrobię, uporządkuję, będzie pięknie. Tyle że przedwiośnie ma własny scenariusz i lubi plot twisty. Wychodzisz w bluzie, wracasz w czapce, a nazajutrz zastajesz przymrozek, który bezlitośnie przypomina, że w ogrodzie nie wygrywa najszybszy — tylko ten, kto umie czytać znaki.
Dlatego powrót do ogrodnictwa po zimie warto potraktować jak rozruch silnika po długim postoju. Nie wciskasz od razu gazu do podłogi, bo możesz coś zatrzeć. Najpierw sprawdzasz stan, robisz przegląd, uzupełniasz „płyny”, dopiero potem jedziesz w trasę. W ogrodzie tymi „płynami” są struktura gleby, wilgotność, kondycja roślin i to, czy one naprawdę już ruszają, czy dopiero się przeciągają.
Czytaj dalej „Jak wrócić do ogrodu po zimie i nie narobić sobie roboty”