Wystarczy stanąć w sobotę przed południem na Jeżycach, przejść kilka przecznic w stronę kamienic i nowych inwestycji, a potem wsiąść w tramwaj w kierunku północy. W centrum rozmowy toczą się o tym, czy w mieszkaniu słychać ulicę i jak rozwiązać parkowanie, a na północy częściej pada pytanie o termin odbioru, garaż i plac zabaw pod oknem. W jednym mieście ścierają się dwie logiki: adres „z charakterem” oraz adres „z parametrami”. To właśnie ta różnica sprawia, że słowo „popularne” bywa mylące, jeśli rozumieć je jako ranking od 1 do 10.
Ktoś powie: popularne jest to, co blisko centrum, bo wszędzie blisko. Ktoś inny: popularne jest to, gdzie jest wybór, bo można przebierać w metrażach i układach. A jeszcze ktoś: popularne jest to, co trzyma wartość i znika z rynku szybciej niż zdążysz zarezerwować termin u notariusza. W Poznaniu wszystkie te definicje są po trochu prawdziwe, dlatego sensowniejsze od „top dzielnic” jest pytanie o to, jak działa popyt i co kupujący realnie premiują.
Czytaj dalej „Poznań na mapie zakupów mieszkaniowych: dlaczego jedne adresy przyciągają jak magnes”
